Drugiego dnia naszego pobytu w Szklarskiej Porębie poznałyśmy dwie niezwykłe Panie – Krystynę Trylańską i Janinę Gerczak, modelki Wlastimila Hofmana. Pani Janina jest emerytowaną nauczycielką, w młodości uprawiała gimnastykę przyrządową. Pani Krysia – narciarka, instruktorka PZN, przewodniczka sudecka z ponad 50-letnim stażem.

Po lewej – Pani Krysia, po prawej – Pani Janeczka i my ;)

Nie kryłyśmy swojego zdziwienia, kiedy dowiedziałyśmy się, że właśnie o tej Pani Krysi, Wojciech Młynarski śpiewał w swoim słynnym przeboju „Jesteśmy na wczasach”…

„(…) Ta panna Krysia, panna Krysia
królowała na turnusach nie od dzisiaj,
a każdego roku właśnie o tej porze
przyjeżdżała tu, do pensjonatu «Orzeł».
Kuracjuszy rozmarzony wzrok
śledził wciąż jej każdy gest i krok. ”

Pani Krysia wspomina: Sytuacja była dość zabawna. Ja w życiu Młynarskiego nawet nie widziałam. To było w Karpaczu. Przyszedł na jeden z prowadzonych przeze mnie wieczorków. Dopiero po latach dowiedziałam się o tym, że tam był.

Młodziutka Pani Krysia

Do Szklarskiej Poręby przyjechałam z Łodzi w 1951 roku, rozpoczęłam pracę jako przewodnik wycieczek i tu zaczęła się moja przygoda z Hofmanem. Od dziecka miałam do czynienia z malarzami, kochałam malarstwo. W dzieciństwie pozowałam mojemu wujowi malarzowi – Feliksowi Paszkowskiemu, więc byłam zaprawiona w tej kwestii.

Któregoś dnia, już jako przewodniczka, zaprowadziłam wycieczkę do domu Hofmana. Wtedy tak na mnie popatrzył, ale pewnie pomyślał – wczasowiczka. Następnym razem, kiedy byłam z wycieczką w jego willi, miałam już większe rozeznanie o samej Szklarskiej Porębie i o tym malarzu, więc przed wejściem już trochę o nim ludziom opowiedziałam i wtedy wyszła do nas gosposia Hofmanów – Kasia. Zaprosiła nas do środka. Hofman był zawsze bardzo elegancki, musieliśmy więc chwilę poczekać, aż artysta się przebierze z roboczych ubrań. Kiedy weszliśmy – przyglądał mi się bacznie, oczu ze mnie nie spuszczał i w pewnym momencie powiedział: „Chciałbym Panią namalować.

„Chciałbym Panią namalować” – czyli Wlastimil Hofman we wspomnieniach swoich modelek

Głupio mi się zrobiło przy wszystkich, speszyłam się i wyszłam. Wyszła za mną jego żona Ada i mówi: „Malżonek (przyp. red. oryginalna wymowa) bardzo by chciał żeby Pani mu zapozowała” i dała mi jego wizytówkę. „Proszę do nas zadzwonić, jeśli się Pani zdecyduje”.

Była kiedyś taka historia, za którą oboje Państwo Hofmanowie mnie przepraszali. Hofman zaproponował mi pozowanie do aktu, a ja byłam wychowywana tak jak dawniej, więc zawstydzona nic nie odpowiedziałam. Akurat po tej propozycji wyjechałam na mistrzostwa narciarskie do Szczyrku. Tam, zakwalifikowałam się na Mistrzostwa Polski i stamtąd ruszyłam na obóz do Zakopanego. Nie pisałam do nich, dopiero dwa dni przed wyjazdem wysłałam kartkę. Także jak już przyszłam na pozowanie, to dopiero dotarła kartka w południe, ale był to dowód, że naprawdę się nie gniewam. Jak spotkałam Państwa w drzwiach, to Pani Ada powiedziała: „Malżonek już nigdy nie zaproponuje Pani pozowania do aktu”. Tak mi się żal zrobiło staruszków i nim pomyślałam to wypowiedziałam: „To ja jeszcze kiedyś zapozuje”. Hofman to podchwycił i raz jeden pozowałam jeszcze do Andromedy. Niestety nie zachował się ani obraz, ani zdjęcie.

Jan Korpal, Portret Wlastimila Hofmana, fot. muzeumdomhauptmannow.plHofman był bardzo kulturalnym człowiekiem, ale przede wszystkim człowiekiem, który kochał ludzi, tak jak ja. Może dlatego złapaliśmy wspólny język, mieliśmy podobne cechy. Do dziś nie znam wartości pieniądza, i Hofman też nie znał. Kochał ludzi, miał do nich zaufanie, ale czasem na tym tracił.

Był też bardzo towarzyski, jego dom był zawsze otwarty, i miał wspaniałe, piękne, dobre oczy. Takie świetliste.

Kiedy malował, zawsze dużo opowiadał, więc znałam wiele historii z jego życia, m.in. sprawę małżeństwa z Panią Adą. W czerwcu 1955 roku wyjechałam nad morze, nie było mnie dłuższy czas. Kiedy wróciłam Państwo mówią: „Ach szkoda, że Pani nie było! Byłaby Pani na naszym ślubie i weselu”. Uroczystość odbyła się w domu, w obecności księdza.

Wlastimil i Ada Hofmanowie w ogrodzie przed domem w Krakowie | 1936 r., fot. dzięki uprzejmości Muzeum Dom Hauptmannów

Było to piękne dopełnienie burzliwej historii miłosnej, która zaczęła się wiele lat wcześniej. Kiedy czasy były już niespokojne, ludzie spodziewali się wojny, jego ojciec z bratem, sprowadzili go do Pragi, żeby w razie czego być razem. W rodzinnym domu Hofman nie miał warunków do pracy i jego kuzyn, wzięty adwokat praski, zamożny człowiek, zaproponował Wlastimilowi, że udostępni mu w swojej willi pokój na pracownię.

Adwokat lubił „baletniczki”. Żona mu imponowała, bo była piękną kobietą, arystokratką, bardzo reprezentacyjną, a przy tym o wielkiej kulturze, ale adwokat był bardzo rozrywkowy i zdradzał ją, niestety. Często Wlastimil i Ada zostawali sami w willi, coraz bardziej zbliżali się do siebie, aż w końcu wybuchła wielka miłość.

Wlastimil Hofman Autoportret z przyszłą żoną  |  1916 olej, tektura, 66,5 × 97,5 cm, Muzeum Miasta Łodzi, © Kolekcja Krzysztofa Musiała

W końcu oświadczyli adwokatowi, że wyjadą. Kuzyn mówi: „Kochani, ja od dawna wiem, że wy się kochacie. Przecież tak możemy dalej żyć, w trójkę. Wlastimil mało Ci? Dam Ci całe piętro do dyspozycji”. Ale Hofman był bardzo pobożnym człowiekiem, zresztą oboje byli, więc postanowili wyjechać. Udali się do Francji i w Paryżu wzięli ślub cywilny.

Ada była wszystkim dla Wlastimila – matką, żoną, kochanką, gospodynią, opiekunką – wszystko ona. Ona mu pędzle przygotowywała, ona werniksy kładła, wszystko porządkowała. Nikogo innego nie dopuszczał w pracowni, bo ona wiedziała gdzie co jest i jak ma być. On mógł się skoncentrować jedynie na tworzeniu, a malarzem był bardzo pracowitym.

Hofmanowie z gospodynią Kasią, fot. Muzeum Karkonoskie w Jeleniej GórzeW domu była jeszcze Kasia – gosposia, sierota spod krakowskiej wsi. Jako młoda dziewczyna wzięta przez Hofmanów stała się członkiem rodziny. Ponieważ była w pobliżu – Hofman bardzo często ją malował.

Pozowało się zwykle 45 min, po czym następowała przerwa. Ale ja byłam zaprawiona w pozowaniu, więc mówiłam: „Panie profesorze, proszę malować, bo to szkoda Pana czasu” i on malował. Przerwa była dla mnie, a on w tym czasie szlifował detale. Pamiętam, że w pracowni było takie obrotowe krzesło. Sadzał nas na tym krześle, a Pani Hofmanowa stawiała na stoliczku swoje wypieki, żeby umilić nam ten czas.

Mam jedno takie zdjęcie obrazu. Pozowałam do niego profilem, a swojego profilu nie lubię, więc chciałam je spalić. Ale mój wnuczek kiedyś je znalazł i wtedy zauważyłam, że z tyłu Hofman napisał – „Moja Muza”.

„Chciałbym Panią namalować” – czyli Wlastimil Hofman we wspomnieniach swoich modelek

Pamięć o Hofmanie w Szklarskiej Porębie jest wciąż żywa. Zwłaszcza my – starsi mieszkańcy – świetnie pamiętamy tego artystę. Nie wszyscy jednak wiedzą, że był również poetą – mówi Pani Janeczka. Podarował mi kiedyś tomik swoich wierszy z dedykacją – dodaje Pani Krysia.

„Chciałbym Panią namalować” – czyli Wlastimil Hofman we wspomnieniach swoich modelek

Często dawał nam obrazy do których pozowałyśmy w formie prezentu, np. pod choinkę, czy na prezent ślubny. Pozostało też wiele pamiątek w postaci zdjęć obrazów do których pozowałyśmy. Niemal wszystkie Hofman dawał nam z dedykacją.

A tak wspomina te czasy Pani Janeczka… Hofman był bardzo płodnym artystą, jak już wspomniałyśmy. Malował cały czas, nawet jak był chory, kiedy tylko mógł wstać szedł od razu do pracowni.

„Chciałbym Panią namalować” – czyli Wlastimil Hofman we wspomnieniach swoich modelek

Ja w młodości uprawiałam gimnastykę przyrządową, do tej pory sędziuję. Udzielam się też społecznie – działam jako informator turystyczny, należę do chóru – lubię być aktywna. Po maturze w 1958 roku zostałam wychowawcą w domu dziecka, w tym samym, którego byłam wychowanką. A jak zrobiłam drugi kierunek – nauczanie początkowe – to poszłam pracować do szkoły i tam zostałam 30 lat.

Kiedy pozowałam Hofmanowi miałam 19 lat, byłam młodziutka. To był taki piękny czas, rozwijające i kształtujące nas rozmowy – o wycieczkach, o przyrodzie, a nie o polityce. Jako licealiści chodziliśmy do Hofmana całą klasą, żeby z nim pobyć, rozweselić go. Wiele osób utrzymywało z nim kontakt dłużej.

„Chciałbym Panią namalować” – czyli Wlastimil Hofman we wspomnieniach swoich modelek

Do tej pory, po 30 latach, regularnie robimy zjazdy naszej klasy. Przyjeżdżają absolwenci nie tylko z Polski, ale nawet z Anglii czy z Niemiec i razem wspominamy nasze wycieczki do Wlastmilówki. Oprócz wspomnień zostały nam też wspólne fotografie z Hofmanem.

fot. sp1szklarska.superszkolna.plWciąż pamiętam te wakacje, kiedy pozowałam Hofmanowi. Wtedy nie myślałam, że to będzie takie ważne. Co ciekawe, pozowałam również w ogrodzie, siadałam sobie wtedy na ławeczce, jadłam porzeczki, a on mnie malował. Wiele lat minęło, a ten dom wciąż wygląda tak jak wtedy, kiedy tam bywałam.

Pamiętam taką historię, jak na 75-te urodziny Wlastimila, poszliśmy do niego całą klasą z pięknym kwiatem złożyć mu życzenia. Hofman od razu zobaczył w nim obraz i mówi: „Na jutro będzie gotowy”. Usiadł i od razu zaczął malować. Inspirowały go najprostsze sytuacje – wspomina Pani Janeczka.

„Chciałbym Panią namalować” – czyli Wlastimil Hofman we wspomnieniach swoich modelek

Pani Krysia dodaje: Dokładnie tak. Kiedyś spacerował po lesie i znalazł stary but z cholewką, bez podeszwy i przez tą dziurę wyrósł mniszek – czyli i śmierć i życie, to również namalował. Dużo w jego twórczości jest symbolicznych, ukrytych treści.

„Chciałbym Panią namalować” – czyli Wlastimil Hofman we wspomnieniach swoich modelek

Znajomość z Hofmanem była jak studia. Dzięki niemu nauczyłam się patrzeć na proste, zwykłe rzeczy.

Źródło - niezlasztuka.net

  • Hits: 10545
  • Hits: 966
  • Hits: 1075
  • Hits: 944
  • Hits: 1346
  • Hits: 986
  • Hits: 1123
  • Hits: 942
  • Hits: 968
  • Hits: 1133
  • Hits: 1075
  • Hits: 923
  • Hits: 1056
  • Hits: 1105